what s new, pussycat
Burdel warszawski
RSS
czwartek, 09 lipca 2009
Nie ma mnie tu

Dość długo mnie tu nie ma. Można pomyśleć - dostała nagrodę i we łbie się przewróciło.

Zaniepokojonych zawiadamiam, że żyję, nieżyczliwych, że żyję dobrze a dla stęsknionych enigmatyczna pociecha: czekajcie...

00:16, antybioza
Link Komentarze (10) »
wtorek, 27 stycznia 2009
And the Oscar goes to...

1) womanopole.blogspot.com - mój absolutny number one, numero uno i za całokształt i za szczegóły.

2) niemojabrocha.blox.pl - za łączenie pezji z trywialnością i za wspólną dzielnicę.

3) sokratejczyk.blox.pl - za cudowne mądrzenie się bez przemądrzałości

4) oholismic.blox.pl - za brak pretensji i za ODWAŻNE PRZEŁAMYWANIE STEREOTYPÓW - kur...wpadłam w ten ton, sciągnijcie mnie.

5) elcastellano.blox.pl - za najlepiej pojętą branżowość

22:04, antybioza
Link Komentarze (6) »
Keep it up! - in Polish only

Dziękuję za wyróżnienie. Chętnie wstawiłabym sobie to różowe z boku na stałe (wygląda jak jakiś dzień walki z rakiem piersi - więc podwójnie mi się podoba), ale nie wiem jak to się robi. Wieczorem nominuję, rzecz jasna następnych emejzing blogerów, chociaż jeśli tak dalej pójdzie wszyscy będziemy uber i  z przeproszeniem chuj z wyróżnieniem, ale nie mam zamiaru być psujem.

Moje obawy budzi sama moja nominacja: Antybiozie z blogu What's new, pussycat za umiejętności pisarskie, a także za odważne przełamanie obyczajowego tabu - nie budzi zastrzeżeń.
I to samo, po angielsku: Antybioza of What's new, pussycat - talent for literature and courage (in Polish only);

Tak pięknie brzmiące "odważne przełamywanie obyczajowego tabu" stało się zwykłym courage. No, ale zawsze literatura traci w tłumaczeniu. Tylko co z tym "in Polish" only? Czy ja mam umiejętności pisarskie tylko w Polsce? Czy umiejętności literackie może i wszędzie, ale odwagę juz tylko w Polsce? Czy gdybym pisała blog w dwóch wersjach językowych mój polish byłby odważny, a mój english...tchórzliwy?

To tak zawsze jest, odznacz kogoś, wyróżnij, nominuj, a i tak się będzie czepiał i rękę ugryzie.

14:52, antybioza
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Podobno nie wróci do pracy.

Podobno wiadomo już, dlaczego od tak dawna nie pokazuje się Marina. Podobno umarła na raka. Podobno płaciła koleżankom, żeby podawały jej nazwisko przy robieniu cytologii, których to badań wymagam. Podobno wiedziała o swojej chorobie od dawna i dlatego dawała bez gumy. Podobno po to, żeby zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie, żeby jak najwięcej pieniędzy zostawić swoim dzieciom. Podobno i tak nic im nie zostawiła, bo w ostatnich tygodniach życia wydała wszystko na pseudo eksperymentalne terapie jakiegoś hochsztaplera z internetu. Podobno prosiła, żeby mi nie mówić, że umiera, bo będę na nią zła.

Tak, jestem zła, głupia dziewczyno, jestem na ciebie wściekła. I mam nadzieję, że tam, gdzie teraz jesteś nie będziesz musiała bać się niczego i nikogo.

22:13, antybioza
Link Komentarze (6) »
piątek, 09 stycznia 2009
Zażenowanie-tak, duma - nie
Dziś czytelnik napisał do mnie (dziękuję, B.B.) i poinformował, że jestem na dziewiętnastym miejscu rankingu popularności w kategorii 18+. Pierwsze, co poczułam, to radosne zdumienie: to ktoś mnie czyta, ale fajnie! Potem zajrzałam w ten ranking, pooglądałam i zrobiło mi się smutno. W krainie ślepców jednooki królem.
18:30, antybioza
Link Komentarze (20) »
niedziela, 04 stycznia 2009
Seksualne ekscesy pracowników umysłowych i ich wpływ na moje życie rodzinne.

Pierwsze koty podarte z mężem.

Ponieważ, tak jak pisałam, w Sylwestra mogłam do firmy tylko zaglądać, miałam czas na 'cywilny' bal sylwestrowy, a może raczej duże przyjęcie. Mój mąż nie udziela się za bardzo towarzysko, ale czasem musi - i sądzę, że mimo utyskiwań już na trzy dni wcześniej - lubi czasem opuścić swój fotel. A więc, trochę z obowiązku, a trochę dla przyjemności - no i spełniając zamówienie towarzyskie na pokazanie wreszcie szerzej żony, bo do tej pory spotykałam jego znajomych z pracy w podgrupach.

Przyjęcie było udane w stateczny, konserwatywny sposób w jaki bawią się środowiska uniwersyteckie. Mąż, wykładowca i dziennikarz reprezentuje młodsze pokolenie, ale i tak nasz stolik nie zaniżył średniej, która wynosiła 60 plus.

Tak więc kultura, anegdoty, nawet i tańce. Wszystko byloby dobrze, gdyby nie mediewista, o którym wiem, że lubi mieć na sobie stanik i pończochy, gdy robi mu się francuza, Z., który przedstawiał się w burdelu jako księgowy, a w ten wieczór okazał się specjalistą od izotopów węglowych, czy czegoś podobnego i w dodatku piszącym pod pseudonimem poetą. I A., jedyny, który mnie skojarzył, bo jest naszym klientem od tak dawna, że załapał się i na moje usługi. Ten z kolei przynosił zdjęcia swojej żony, zresztą bardzo przystojnej pani, którą też poznałam i chciał, żeby go upokarzać, mówiąc - to twoja żona, szczurze, pierdolisz taką pokrakę, takie gówno, a potem przyłazisz do mnie, na kolana...pokaż, jak ją pierdolisz, to pewnie jakby pierdolić psa, co?

Oczywiście nie dał nic po sobie poznać, bardzo miło, rączka-ustka-rączka. Tamci dwaj, nawet jeśli wydałam im się znajoma, to nie znaleźli nic w zasobach pamięci skąd mogliby mnie znać - wszak prawda zbyt nieprawdopodobna, żeby brać ją po uwagę.

I nie w tym problem. Problem w tym, że opowiedziałam to mężowi. Rozbawiło go to bardzo, może dlatego, że był po kilku drinkach. Wczoraj jednak, gdy wrócił z jakiegoś zebrania, wrócił wkurwiony. Mówi, że nie może patrzeć na swoich, od lat znanych kolegów, nawet tych, o których nic nie mówiłam. Że nie spojrzy w oczy mediewiście, bo widzi go śliniącego się w czerwonych pończochach. Nie wspomniałam już o tym, że on lubi białe, żeby nie dolewać oliwy do ognia.

Że nie może dzwonić do A. i gdy odbierze jego żona prosić do telefonu, bo nie może znieść własnej dla niej litości. Kipiał i parskał - nie znałam go takiego.

Cóż, zetknięcie umysłu wyższego z przyziemnością świata bywa bolesne. Będę musiała przypomnieć mężowi, że nasze seksualne obyczaje także mogłyby komuś wydać się odrażające, i że gdy ktoś wynosi swoje potrzeby ze związku na zewnątrz, zawsze grozi mu, że będą wyśmiane, lub komentowane przez osoby trzecie. Może to być dla niego niezłą nauczką - gdyby przyszło mu do głowy skakać w bok. A na razie zmilczę, zwinę się w kłębek przy jego boku i poczytamy sobie coś razem. To zawsze uspokaja.

13:36, antybioza
Link Komentarze (3) »
sobota, 03 stycznia 2009
Ruchanie za pół darmo - Sylwester.

Nasz Sylwester skończył się dopiero dziś. Ja dla porządku spędzałam w firmie jakieś trzy godziny w ciągu dnia i trzy w nocy - resztę czasu poświęcając rodzinie. Burdel był właściwie zamknięty, miała być - i była impreza zamknięta, po prostu trochę się przeciągnęła. Goście tylko ze stałej klienteli - znany muzyk S., który słynie z zamiłowania do whisky i kokainy, którą lubi wciągać nago, w przerwach grania na gitarze. Widok to niezbyt apetyczny, bo brzuch spory, ale dziewczyny za nim przepadają - hojny, spokojny i kutas niewielki. Ma zresztą niedaleko mieszkanie, więc często jest u nas, albo zamawia którąś do siebie. Pojawił się też rysownik, propagator zbierania psich kupek, z którego dziewczyny wyśmiewają się bezlitośnie - jego wygląd, fryzura, cóż - zachęcają do tego.

Pojawił się też Pan z drabinką - przynosi swoją, żeby go do niej wiązać, Pan Rajstopka, którego dawno nie było, sporo klientów. Dzieczyny pijane, telefonistka pijana, mam wrażenie, że połowę tego czasu przeruchały za darmo, ale niech będzie. Nowy Rok  w końcu, to Nowy Rok.

01:02, antybioza
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 grudnia 2008
Białoruska królowa biednych chujków

Czas mija, a regularne pisanie sprawia kłopot. Kara, moja inteligentna, piękna Kara, została zabrana przez męża. Na Białoruś, do domu. Powiedział, już nie musisz pracować, ja mam dobrą pracę, wracaj do mnie, do dziecka. Spakowała się i pojechała. Nawet pożegnanie jakoś w pośpiechu. I nie było co lać łez, bo po tygodniu była z powrotem. Bo życie jakieś nie takie, dziecko męczące, a praca męża nie aż taka dobra, a zresztą tak brać od niego...Jeszcze zapyta na co.

Nie, mówi - nie było kłótni. Uczciwie przyznaje, że mąż dobry. I syna ona przecież kocha, ale już...odzwyczaiła się. Tu śpi do popołudnia, zamawia do łóżka sushi i amfetaminę, a  nocy rządzi tymi biednymi chujkami. Czasem znajdzie się taki fajny, młody, a ona akurat po w-sam-raz ścieżce - i wychodzi z pokoju z rozmarzonymi oczami.

Ma przed sobą jeszcze dwa-trzy lata takiego życia, potem wypadną jej zęby, zrzadzieją włosy, będą ją sobie podrzucać do coraz gorszych burdelików, a na końcu wciągnie bazę zamiast ścieżki i umrze. Niech jedzie na ten jej wymarzony zachód, niech to się dzieje tam, niech o tym nie usłyszę.

23:55, antybioza
Link Komentarze (5) »
niedziela, 05 października 2008
Białorusinki rulez!
   Mam szczęście do Białorusinek. Opowiadałam Wam kiedyś o Saszy, dziewczynie pięknej, rasowej i mądrej. Zarobiła i wróciła do siebie, otworzyć sklep. Słyszę ciągle,  "z podkulonym ogonem" - to oczywiście cytat - wróciła do Warszawy i nadal pracuje w burdelu. Nie mam na to cienia dowodu i dopóki na własne oczy nie zobaczę, nie uwierzę. To świat intryg i plotek, malutkich zawistek, a takie osoby jak Sasza pierwsze ich ofiarą padają, bo są tak od reszty inne.

A nawet, jeśli to prawda, to żałuję tylko, że nie dała znaku życia i nadal trzymam kciuki i wierzę  w nią.

   Teraz od jakiegoś czasu jest ze mną Kara. Jest piękna; piękna, a nie ładna. Ma figurę, cycek. A do tego taką, pierwotną i nie popartą kształceniem inteligencję, poczucie humoru, że wysłana na imprezę w środowisko dowolne, będzie tam świeżym, "na miejscu" kwiatem. Widać, że z dobrego domu (kurwa, o mało nie napisałam z dobrego domu w cudzysłowiu! Dziękuję, Fe!) i garantuję, że nikt nie pozna, że ona mogłaby cokolwiek...się puszczać.

Dziewczyna z nikąd, a ma klasę, której się kupić nie da.

Miałam w rekach jej niekaralności/pobyty/półobywatelstwa...chce jechać dalej, do Berlina. Gdybym miała mieć żonę byłabym dumna, gdyby była nią ona. A jednak...trochę za mało, żebym prowadziła ją wyżej - w świat  którym poradziłaby sobie bez prostytucji z palcem  nosie - choć sama o tym nie wie; trochę za dużo białego towaru -nie byłabym pewna, co o mnie mówi. Nie utrzymałabym tej pięknej kocicy dla siebie. Niech więc idzie, niech zdobywa. Zachodnie burdele. Zyczę jej, żeby ktoś po drodze zauważył i wyciągnął do niej rękę.

22:20, antybioza
Link Komentarze (5) »
piątek, 26 września 2008
Sperma artysty

   Obiecałam wrócić do słynnego wieczoru kawalerskiego, więc wracam. Było parę wpadek, których nikt poza nami nie zauważył: ułamane, lub pogubione tipsy, Złamany obcas (przy striptizie, nikt się nie poznał, Kira dzielnie skończyła go na palcach z piętą w powetrzu. Potem w łazience masowałam jej obolałą łydkę).

W ostatniej chwili panowie zażyczyli sobie, żeby pokaz lesbijski odbył się na stole, klient nasz pan, chociaż usunąć dijońską musztardę z ziarnami gorczycy i pieprzu trudno usunąć ze sztucznych włosów. Czterech panów, w tym Młody od razu podłączyli się do pokazu, reszta od razu pochowała się w rozmaitych konfiguracjach z dziewczętami. Przyjechałam z nimi, obserwowałam rewię, taniec, striptiz i pokaz, potem odjechałam, żeby wrócić następnego ranka.

   W świetle dnia zabawa trwała nadal, choć z mniejszym wigorem. Była jeszcze godzina do zakończenia czasu, obeszłam dom, policzyłam moje kurki (cztery spały słodko w sypialni, gdzie następną noc spędzi panna młoda). Chciałam zrobić sobie kawę i pooglądać TV, zanim je zacznę zbierać, ale pojawiła się gosposia, wyraźnie zdegustowana. Z miną "nie takie rzeczy już tu widziałam, ale i tak wiem, że traficie wszyscy do piekła". Obejrzała mnie od góry do dołu i chyba uznała, że ja "nie z tych". Zmiękła, kazała usiąść, zrobiła kawę. Powiedziałam, żeby nie psuć miłej atmosfery, że jestem z organizacji wesela. Mina zniknęła i pojawił się szacunek. "Pani, co tu się działo, dziwusy na golasa latały całą noc! Wstyd!" "Wstyd" - zawtórowałam.

   Przeprosiłam Gosposię, szukając łazienki. Wchodzę, drzwi otwarte, ale w środku jakiś facet, w drogich, ale wymiętych do niemożliwości ciuchach wali sobie konia. Wytrzeszczyłam oczy. To mało masz tu dziewczyn, chłopców, żeby się tu w kiblu brandzlować?" Odwrócił się w moją stronę. "Jestem nieśmiały" - wystękał i spuścił się obryzgując spermą moje spodnie.

Wyrzuciłam go z łazienki, zmyłam, co się dalo, wróciłam do swojej kawy. Po chwili dosiadł się do mnie, rozluźniony, uśmiechnięty. "To co, pierwsze lody przełamane?" - rzucił i dał mi swoją wizytówkę. Spojrzałam na nią i wiedziałm, czemu wydał mi się znajomy. Znany artysta spuścił mi się na spodnie. Powinnam być dumna.

   Dopiłam, obeszłam pokoj, pozbierałam swoją ekipę, pomogłam szukać łaszków, zapakowaliśmy się do zamochodów. Gosposia widząc, że to ja odpowiadam za tę Sodomę i Gomorę przeżyła głębokie rozczarowanie. Posłałam jej przepraszający uśmiech. Dwa następne dni interes pozamykany, wszyscy odsypiali. Za te pieniądze moglibyśmy wszyscy spać dwa miesiące.

15:09, antybioza
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
następne
Archiwum
Lipiec 2006
Sierpień 2006
Wrzesień 2006
Październik 2006
Listopad 2006
Styczeń 2007
Luty 2007
Marzec 2007
Kwiecień 2007
Lipiec 2007
Sierpień 2007
Wrzesień 2007
Grudzień 2007
Sierpień 2008
Wrzesień 2008
Październik 2008
Grudzień 2008
Styczeń 2009
Lipiec 2009
O autorze
  • antybioza
Ostatnie notki
  • Nie ma mnie tu
  • And the Oscar goes to...
  • Keep it up! - in Polish only
  • Podobno nie wróci do pracy.
  • Zażenowanie-tak, duma - nie
  • Seksualne ekscesy pracowników ...
  • Ruchanie za pół darmo - ...
  • Białoruska królowa biednych ...
  • Białorusinki rulez!
  • Sperma artysty
Zakładki:
Njus
Tylko dla dorosłych
Zaglądam do:
Dobermanka (czytania)
Elcastellano
Kwiaty
La libertine
Owner
Rumuński cukier
Socjo 2
Świętoszka
Ten od Ksantypy
The wolf
Woman
Zapach kobiety
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog